Witamy na stronie BLACK CAT STUDIO!
Nasze studio to miejsce stworzone dla muzyków przez...muzyków – to chyba najlepsza rekomendacja! Wiemy doskonale jak ważne jest znalezienie ludzi, którzy umieją zrozumieć najbardziej nawet szalone pomysły i wizje; którzy doradzą kiedy trzeba i zamilkną kiedy trzeba; którzy zajmą się kabelkami, wtyczkami i pokrętłami zostawiając Ci czas na najważniejsze. 
Decydując się na nagrywanie w BCS robisz krok w dobrym kierunku!
Na naszej stronie znajdziesz wszystkie potrzebne informacje. Zapraszamy zwłaszcza do zapoznania się z sekcją STUDIO, oraz z eskcją FAQ w której znajdziesz kilka naszych uwag dotyczących przygotowań przed sesją.
Jeśli jednak chcesz wiedzieć więcej lub po prostu chcesz z nami porozmawiać i przekonać się, że jesteśmy ludźmi których szukasz – nie wahaj się! W sekcji KONTAKT znajdziesz dokładne namiary.

ZAPRASZAMY!

Posłuchaj naszych realizacji

Kawał muzyczny

Dlaczego partii altówek nie można usłyszeć na płycie kompaktowej?
- Nagranie cyfrowe eliminuje szumy.

Foteczka losowa

Ciekawostki

Pierwszą odmianą bluesa był tzw. blues wiejski (Country Blues) powstały w drugiej połowie XIX w. na południu USA, w stanach Missisipi, Alabama, Luizjana, Georgia i in. Na początku XX stulecia, poprzez emigrację Murzynów z południa do miast północnych USA, blues stał się składnikiem folkloru miejskiego i tu zaczęła kształtować się jego nowa odmiana: blues miejski (Urban Blues).

Z czasem z początkowej formy czysto wokalnej, blues zaczął przekształcać się w wokalno-instrumentalną pieśń śpiewaną z towarzystwem (najczęściej) gitary lub bandżo, aż wreszcie zaczęły powstawać bluesy instrumentalne (początkowo fortepianowe, potem orkiestrowe). Pod koniec I połowy XX stulecia, w gettach murzyńskich wielkich miast amerykańskich narodziła się nowa odmiana bluesa, żywsza, bardziej spontaniczna i żywiołowa, utrzymana w szybszym tempie, określana jako rhythm and blues. Kilkanaście lat później, ta właśnie odmiana wchłonięta przez przemysł rozrywkowy i spopularyzowana w świecie białych, dała początek rock and rollowi, a przezeń, całej późniejszej i rozwijającej się do dziś w różnych fazach - muzyce rockowej i pokrewnej. W latach czterdziestych schemat bluesowy został zaadaptowany przez niektórych muzyków jazzowych stając się istotnym nurtem w tej muzyce.
Więcej …
TEST: E-MU PIPELine

emu1Kolejny test wykonany dla portalu infomusic.

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad tym, gdzie leży granica pomiędzy sprzętem pro a sprzętem tzw. powszechnego użytku? Przyznam się szczerze, że ja do tej pory nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Instynktownie czułem, co ma znamiona sprzętu profesjonalnego, a co jest zwykłą zabawką. Tak było do dnia, w którym do testów dostarczono mi urządzenie PIPEline firmy E-MU.

 

W dosłownym tłumaczeniu pipeline oznacza rurociąg, a rurociąg kojarzy się z przesyłem np.cieczy z punktu A do punktu B. W naszym przypadku ciecz została zamieniona na bezprzewodowy przesył danych z odbiornika do nadajnika. Nazwa jak najbardziej trafna i chwytliwa.

Słowem wstępu

W paczce, którą przesłał mi polski dystrybutor marki E-MU znalazłem dwa jednakowe pudełka, a w nich dwa komplety urządzeń PIPEline. Przy wyjmowaniu pierwszego zestawu momentalnie nasunęły mi się skojarzenia, że w firmie E-MU gigantyczne udziały musi mieć firma Apple produkująca komputery Macintosch. Kształt urządzenia, materiał z którego został wykonany oraz biały kolor do złudzenia przypominają myszki z MAC’a. Ładne, nie powiem, że nie, ale jakieś takie…. Hmm, nie wzbudzające zaufania, no i białe??? Białe na estradę???

Zanim podłączyłem sprzęt rzetelnie przejrzałem instrukcję obsługi, z której wynikało, że PIPEline jest do… wszystkiego. Ultra uniwersalność, aż tryska z tego małego białego pudełka. Można podłączyć gitarę, klawisze, mp3, CD, zastosować jako odsłuch słuchawkowy itd., itp. W myśl porzekadła „jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”, czy aby na pewno tak jest z PIPEline’em?

Co w pudełku?

W pudełku znajdziemy zasilacz z dwoma wymiennymi końcówkami pod różne standardy gniazdek sieci elektrycznej, dwa kabelki RCA-mały JACK, oraz RCA-duży JACK, instrukcję obsługi w 3 językach, gumowe etui do PIPEline’a oraz szmatkę dla pedantycznych użytkowników. Warto dodać, iż dołączone etui służy do zawieszenia PIPEline'a na pasku spodni, dzięki czemu możemy się z nim spokojnie poruszać po scenie. Jak już wspomniałem urządzenie jest białe i ma zgrabną budowę.
emu1

We front PIPEline’a wbudowane zostały gustowne przyciski włączenia zasilania (pełni on również rolę MUTE) oraz dwa przyciski ciszej/głośniej.

emu2

Na tylnej ściance znajdziemy wyjście/wejście mały JACK dwa wyjścia/wejścia RCA, micro switche do ustawień, przycisk LINK, oraz wejście do zasilacza.


Możliowości

Aby móc cieszyć się z dobrodziejstw zawartych w "rurociągu" konieczne są przynajmniej dwa urządzenia (nadajnik i odbiornik). Pojedyncza sztuka jest właściwie bezużyteczna. PIPEline może działać w dwóch trybach: BROADCAST oraz PARA. Tryb BROADCAST umożliwia ustawienie jednego nadajnika i wielu odbiorników np. w celu pracy jako system monitorujący dla zespołu (nie ma ograniczeń co do ilości odbiorników) W trybie PARA nadajnik jest skojarzony z jednym odbiornikiem. Urządzenie jest 3-kanałowe, więc na scenie mogą współpracować trzy pary (nadajnik i odbiornik) PIPEline, stąd można używać do 3 instrumentów stereofonicznych.

Zastosowanie

Tak jak wspomniałem wcześniej urządzenie to daje nam spore możliwości zastosowań. Poniżej przedstawiam zaledwie kilka przykładów w jaki sposób możemy je wykorzystać:

wyeliminowanie kabli pomiędzy mikserem a "paczkami" ( oczywiście w małych instalacjach)
pozbycie się na scenie kabli ( w małych składach)
użycie jako transmiterów do zwyczajnych mikrofonów przewodowych np. Shure SM 58 lub BETA 58 ( uzyskujemy wówczas wersję bezprzewodową mikrofonu , i nie potrzeba żadnego dodatkowego przedwzmacniacza)
użycie na sali klubowej do wysyłania sygnału do aktywnych głośników lub tam gdzie kable stanowią problem
użycie PIPEline w sytuacji przewodnik / nieograniczona liczba słuchaczy ( ze słuchawkami) muzea, wystawy itp.
możliwość przesyłu sygnału cyfrowego np. dźwięku surround 5,1,lub 7,1 w postaci AC3 do dekodera w innym pomieszczeniu


Podłączenie

Podłączenie i konfiguracja urządzenia jest naprawdę banalna. Za pierwszym razem należy przeprowadzić ją z instrukcją by opanować ustawienia microswitchy, ale już kolejne aktywacje PIPEline można z powodzeniem wykonywać bez użycia manuala. Oczywiście, zanim zaczniesz pracę z PIPEline’em należy go podłączyć do zasilania i ładować jego akumulator przez około 3 godziny. Potem można cieszyć się jego ciągłą pracą od 5 (tryb nadawania) do 8 (tryb odbierania) godzin bez konieczności włączania do sieci. To wystarczająca ilość czasu na zrobienie próby z zespołem lub zagranie długiego koncertu.

PIPEline posiada 5,5ms latencji w trybie PARA i 10ms w trybie Broadcast.. Z powodzeniem można grać z taką latencją nie odczuwając żadnego dyskomfortu. Tak krótkie opóźnienie jest praktycznie niewyczuwalne.

Zasięg

Jest jeszcze kwestia zasięgu. Otóż według danych katalogowych system działa na odległość 15 metrów. W moim studio podczas gdy gitarzysta grał odchodząc od odbiornika sygnał zanikał dopiero w odległości około 17 metrów. Podczas testów w domu ze słuchawkami, muzykę traciłem w odległości 13 metrów (przechodziłem do innego pomieszczenia). Zakładając jednak, że PIPELine służy do zastosowań profesjonalnych, zasięg ponad 15 metrów jest w zupełności wystarczający. Stawiając nadajnik na środku sceny mamy do dyspozycji ponad 30 metrów rewelacyjnej jakości sygnału. Mało, która scena w Polsce ma scenę tej długości.

Jakość sygnału jest rewelacyjna. Zrobiłem test porównawczy. Nagrałem sygnał z CD poprzez kable, a następnie z zastosowaniem PIPEline’a z odtwarzaczem oddalonym o 12 metrów od stołu mikserskiego. Porównałem ze sobą oba nagrane sygnały obracając je w przeciwfazie. Nie było żadnej różnicy. Sygnał był ekstremalnie transparentny. Za to duży plus dla PIPEline’a. Producent podaje iż PIPEline pracuje w zakresie pasma przenoszenia od 20Hz do 20kHz.

Podsumowując

PIPEline wygląda jak zabawka, ale nią nie jest. Ma cechy urządzenia SEMIPRO. Ma również faktycznie szerokie zastosowanie. Zadowoli on gitarzystę, który chciałby uwolnić się od pląsających się pod nogami kabli (urządzenie można zamontować do paska spodni), zadowoli audiofila który chce słuchać muzyki w innym pomieszczeniu, zadowoli w końcu i wokalistę który chce mieć swój personalny odsłuch podczas występu na scenie.

Czas pracy na akumulatorach jest wystarczający. Latencja jest niska (na poziomie odpowiedzi ludzkiego mięśnia na bodziec z mózgu) więc praktycznie nieodczuwalna.

Ważnym aspektem o którym nie wspomniałem a warto to odnotować jest fakt iż podczas transmisji bezprzewodowej ani razu nie pojawiły się żadne zakłócenia. E-MU zastosowało w swoim produkcie niepowtarzalny system kodowania sygnału co skutecznie radzi sobie z zakłóceniami pojawiającymi się na skutek nakładania się pasm radiowych. No i na koniec. Czy to urządzenie musi być naprawdę białe? :)

TEST PRZEPROWADZIŁ:
Artur Lutyński 
Black Cat Studio 
www.blackcatstudio.pl